2008/06/17

no to żeśmy... chili nadzieja umiera ostatnia



przyznaję się od razu do małej manipulacji – to nie jest zdjęcie po końcowym gwizdku meczu z Chorwacją, to jest zdjęcie z samiuśkiego początku meczu z Austrią, kiedy jeszcze wszystko było piękne, wzniosłe i możliwe

no może nie wszystko, ale chcieliśmy w to wierzyć

jeden doktor (znany nam skądinąd) jakoś nie podzielał naszego entuzjazmu, co widać na załączonym obrazku

w tym miejscu chciałabym podzielić się swoją radością wypływającą z faktu, że kilkanaście dni temu oparłam się pokusie uskutecznienia zdjęć typu „małoletni kibic w stroju narodowym wymachuje narodowym szalikiem kibica, śpiewając „Polskaaaaaa, białoczerwoniiiiii”, bo teraz byłoby mi nie tylko żal i smutno, ale także głupio, bowiem chyba jedynie dotarcie naszych do finału imprezy byłoby w stanie usprawiedliwić taką, pożal się Boże, działalność artystyczną

zamiast tego, zabrałam na mecz z Austriakami poczciwą Helgę (jakże bym nie mogła jej zabrać, chociażby ze względu na imię), ze szczerym zamiarem wypróbowania, jak w Heldze działa błysk (skoro w naszych piłkarzach jakoś nie działa)

efekty mocno eksperymentalne poniżej









… a taki małoletni wywlecze krzesło na trawnik, wlezie na nie i już szczęśliwy jest

2008/06/09

pewien rys patologiczny

moja przyjaciółka stwierdziła wczoraj, że moje zdjęcia mają pewien natrętny rys patologiczny, że fotografuję miłych ludzi i ładne dzieci z porządnych rodzin w sympatycznym otoczeniu, i jak bym nie fotografowała, to zawsze mimowolnie wychodzi z tego Uwaga i Ekspres Reporterów w jednym, zwłaszcza jak wykonam jakieś ujęcie bak- czy ofstejdżowe, czyli moje ulubione…

no i pyta się ta moja przyjaciółka, czy ja widzę coś, czego sami zainteresowani nie widzą, czy też interesuje mnie wyłącznie ów rys patologiczny i wydobywam go z normalnych momentów…

niestety, mogę jedynie odpowiedzieć bardzo filozoficznie „a bo ja wiem?”

żeby nie pozostać gołosłowną – takie oto wykonane wczoraj przy okazji przyjemnej rodzinnej sesji specjalnego przeznaczenia





miłe, porządne rodziny, jeśli jest coś, czego nie chcecie się o sobie dowiedzieć, zapraszam serdecznie :)

2008/06/01

Berlin (4) Helgą raz jeszcze

to miało być super ujęcie
a nawet dwa super ujęcia
niestety, transport filmu mi się zepsuł
znaczy zapomniałam przekręcić to cholerne kółko…

2008/05/30

Berlin (3), poholgowaliśmy sobie znaczy

tym razem Berlin widziany plastikowym okiem holgi, pieszczotliwie zwanej przez naszą wycieczkę Helgą – stosując terminologię przyjętą w naszej ulubionej berlińskiej restauracji, Helga jest zdecydowanie Deutsche scharf, daje natomiast masę radości i z miejsca prowokuje modeli do zachowań zupełnie dla nich nietypowych

oooo, na przykład takich



poza tym, w odróżnieniu od innych urządzeń rejestrujących obraz, ma wygląd skromny i niezachęcający



zdumiewająco łatwo pozwala osiągnąć efekt nazwany przeze mnie roboczo „zdjęcie z wakacji z Bułgarii w latach siedemdziesiątych”



a teraz niech przemówi Helga (ale tylko przez chwilę)





czuję w dziewczynie potencjał :)

2008/05/29

Berlin (2) na niewątpliwie

ponieważ spotkałam się z zarzutem, że na tych moich zdjęciach w ogóle nie widać, że Berlin to Berlin, dzisiaj porcja Berlina, po którym widać, że to Berlin, a żeby już nikt nie miał żadnych wątpliwości, wyjaśniam, co następuje

autentyczny berliński policjant, pilnujący przemarszu typowej berlińskiej demonstracji (demonstracja właśnie przeszła)



wieża telewizyjna na Alexanderplatz (dla pewności widać jedno i drugie, oraz odbicie w wieżowcu potwierdzone za zgodność oryginałem)



Reichstag, ten owinięty, ale już odwinięty, jak widać, męska część naszej wycieczki oczom nie może uwierzyć



metro berlińskie (chyba widać, że to metro)



Brama Brandenburska, na którą wylazł Janek Kos celem zatknięcia flagi



męska część wycieczki trochę Bramę zasłoniła, więc teraz Brama w całej okazałości, ale krzywa



oraz bonus: riksza spod Bramy



dobranoc Państwu :)